Babcine Pogotowie – czyli jak łatwo dzielić się miłością

Scan22Zrywają ze stereotypowym myśleniem nie tylko o starości, ale też o przyjaźni seniorów z dziećmi. Twierdzą, że dojrzałość daje im nadzieję na przeżycie drugiej młodości. Dlatego seniorki z Uniwersytetu Trzeciego Wieku w Ornecie uruchomiły Babcine Pogotowie: odwiedzają lokalny dom dziecka i dają ciepło tym, którzy rodzinnej miłości zaznali w życiu zdecydowanie za mało.

„Jedni są wiecznie młodzi, inni wiecznie starzy, to kwestia charakteru, a nie kalendarzy” – brzmi motto UTW w Ornecie, niewielkiej miejscowości w województwie warmińsko-mazurskim. Charakteru i energii życiowej tamtejszym seniorkom można pozazdrościć. Zamiast kapci, fotela i gazety wybrały aktywne spędzanie czasu w UTW. Co więcej, pomagają innym. Ci inni to podopieczni domu dziecka.

Żeby życie było słodsze

– Jesteśmy babciami, kochamy swoje wnuki, ale chcemy w ostatnim okresie życia podzielić się miłością z dziećmi, które zaznały niewiele tej miłości rodzinnej, a szczególnie babcinej – mówi Helena Sroka, jedna z seniorek UTW. Ma 1,5-rocznego wnuka, ale czuje się babcią większej gromadki maluchów. Tłumaczy, że na uniwersytecie sama stale uczy się i rozwija, jednak pragnie być przydatna innym ludziom, umilić dzieciom trudne i mało ciekawe życie. Wraz z innymi paniami umawiają się regularnie na spotkania i z przyjemnością odwiedzają dom dziecka, gdzie dużo rozmawiają i inicjują wspólne zajęcia z najmłodszymi. Nieprzerwanie od 2012 r.

Scan21– Dzieci są małomówne, najczęściej zamknięte w sobie, ale potrafią powiedzieć, co chciałyby z nami robić – mówi pani Helena. Jej podopieczni uwielbiają zajęcia kulinarne. – Robiliśmy już razem kopytka, sałatkę jarzynową i ptasie mleczko, smażyliśmy naleśniki, piekliśmy jabłecznik – wylicza seniorka. – Wszyscy, dzieci w szczególności, lubimy łakocie. A miło jest przecież nie tylko jeść, ale też samodzielnie przyrządzać potrawy. Dzieci są bardzo chętne do tej pracy, jak do każdego właściwie działania – dodaje.

Seniorki organizują też Dzień Dziecka i mikołajki. – Każdemu przygotowujemy ładnie opakowany prezent – opowiada pani Helena. Z urodzinami czekają, aż zbierze się grupa jubilatów. Wtedy jest weselej. Co kilka miesięcy robią tort, kupują wszystkim cukierki i razem świętują. Dzieci jest około 20, mają od 6 do 18 lat. Babć jest kilka, ale w każdy piątek starają się odwiedzić podopiecznych w przynajmniej cztery osoby.

– Pozwalamy mówić im do nas „babciu”. Dla nich to ważne – tłumaczy pani Helena. Jest więc Dzień Babci i Dziadka, młodzież przygotowuje wtedy różne występy. Dzieci biorą też udział w Konkursie Pieśni Patriotycznej organizowanym przez UTW.

– Przez całe życie byłam krawcową, choć głównie na kierowniczych stanowiskach, więc mogę wiele nauczyć dzieci. Niech wiedzą, jak przyszywać guziki i załatać sobie dziurę – mówi z uśmiechem pani Helena, dziś 65-latka na emeryturze. Do tej pory dzieci miały już podstawowe zajęcia z robótek ręcznych. Uczyły się też techniki decoupage i przygotowywały ozdoby świąteczne.

Wiosną i latem seniorki i dzieci spędzają czas na powietrzu, chodzą na spacery, odwiedzają ciekawe miejsca, jeżdżą na pielgrzymki. – Jak skończy się zima, planujemy kolejne wycieczki, chcemy zabrać dzieci na przykład do piekarni, może uda się coś razem upiec? – sugeruje Krystyna Wocial, która w piekarni przepracowała wiele lat.

Seniorki pomagają także w nauce. – Dzieci mają wiele problemów z wiedzą, którą muszą włożyć do tych młodych główek, i jeśli możemy, chcemy im w tym pomóc – mówi pani Helena. Korepetycji z matematyki udziela sama prezes UTW w Ornecie Jolanta Badyda. – Robię to z przyjemnością. Jedna z dziewczynek była zagrożona w szkole i uczyłyśmy się wspólnie przez całe wakacje – wspomina pani Jolanta.

Nie brakuje zdolnych dzieci, które mimo przeciwności losu chcą się uczyć, iść na studia i godnie żyć. – Kamil uwielbiał nasze zajęcia kulinarne. Z gastronomią wiązał nawet przyszłość – wspomina pani Helena. Nie zna dokładnie dalszych losów chłopaka, ale słyszała, że poszedł na politechnikę. – Każdy ich sukces, mały czy większy, ogromnie cieszy – zaznacza z dumą seniorka.

Dorośli dzieciom, dzieci dorosłym

– Te dzieciaczki muszą się też nauczyć żyć i przygotować do dorosłości. Dzieci, które mają dom, są blisko mam, babć i starszego rodzeństwa. Mogą liczyć na ich pomoc. Te w domu dziecka skazane są bardzo wcześnie na samodzielność – tłumaczy pani Jolanta.

– Nie zapomnę pierwszego dnia, gdy się tam zjawiłyśmy. Te dzieci lgnęły do nas, przytulały się, wpatrywały – opowiada pani Helena. Tylko mówić nie chciały dużo. Ale z czasem, naturalnie i szczerze, stworzyły z seniorkami więź. – Zaczęły opowiadać o swoich zmartwieniach, o rodzinie, o tym, jak mimo wszystko tęsknią za domem – mówi pani Helena. – Lubię tam chodzić, czekam na każde spotkanie, staram się dać jak najwięcej uśmiechu – dodaje.

Scan23– Przytulają się za każdym razem, gdy choć przez moment mijamy się na ulicy. Rzucają się na szyję, mocno nas ściskają – opowiada pani Krystyna. – Potrzebują ogromnej ilości ciepła i dobroci – stwierdza. Mówi, że osobie, która nie doświadczyła kontaktu z takimi dziećmi, trudno byłoby to zrozumieć.

Pani Helena bliską więź zbudowała z dwojgiem podopiecznych, w tym z Karoliną, która dziś układa sobie życie już poza domem dziecka. – Jeszcze niedawno regularnie mnie odwiedzała, przychodziła pogadać, poradzić się. Wiem, że dostała mieszkanie, ma chłopaka, uczy się – opowiada seniorka. – Coraz rzadziej się spotykamy, taka kolej rzeczy, ale uśmiechamy się do siebie z daleka – mówi i dodaje, że Orneta to mała miejscowość, gdzie wciąż spotyka się znajomych.

Ważne, by najmłodsi zaznali miłości zastępczej także od ludzi starszych niebędących rodzicami ani dziadkami. Korzyści są obustronne, bo kontakt z dziećmi wpływa korzystnie również na samotnych seniorów. – Pogotowie Babcine i sam uniwersytet uczą odwagi, otwarcia na świat, wyrabiają w nas pewność siebie i samodzielność – mówi pani Jolanta, nie kryjąc dumy z podopiecznych.

– Mój mąż zmarł. Zostałam sama, nie mam wnuków i cieszę się, że nie muszę siedzieć w domu. Poza nim jest zdecydowanie weselej. Wciąż jest coś do zrobienia, a te dzieci, choć wielokrotnie smutno zamyślone, dają wiele radości – tłumaczy 60-letnia pani Krystyna. Do UTW zagląda kilka razy w tygodniu. Śpiewa, chodzi na gimnastykę, lubi wykłady i różne spotkania. – Gościliśmy policjantów, osoby zajmujące się prawem spadkowym czy lekarzy – wylicza, zadowolona.

Pani Halina przez dwa lata była w zarządzie UTW, ale jak tłumaczy, zrezygnowała, bo nie miała czasu. – Wciąż jest coś do zrobienia, a to wyjazd, a to konkurs, a to spotkania – wylicza 65-letnia seniorka. Dziś wciąż jest aktywna, jednak działa trochę spokojniej. Uczestniczy w spacerach nordic walking, tańczy latino solo, ale przede wszystkim jest babcią. Tą prawdziwą i tą w Pogotowiu.

Nie ma czasu na starość!

– Studenci „złotego wieku” nie mają czasu na nudę, samotność i zniechęcenie, postępują w myśl zasady: „Nie starzeje się tylko ten, kto nie ma na to czasu”. Życie dla innych jest również wspaniałym życiem dla siebie – mówi z uśmiechem szefowa UTW. Seniorki robią wszystko, by wyjść z domu, znów poczuć się młode. – Chcemy zaczerpnąć świeżego powietrza, spotkać się z ciekawymi i mądrymi ludźmi – tłumaczą.

Jolanta Badyda przyznaje, że chciałaby robić w UTW jeszcze więcej. Niestety, nie pozwalają na to finanse. – Dofinansowania na wykonanie zadań, które realizujemy, są bardzo niewielkie, napotykamy wiele trudności, ale je pokonujemy, ponieważ widzimy szeroko zakrojone działania uniwersytetu – mówi 73-letnia szefowa UTW Orneta. Przez kilkanaście lat była dyrektorem szkoły. W 2010 r. założyła uniwersytet i do dziś z powodzeniem nim kieruje. – Bardzo chciałabym w ostatnich latach mojego życia dać z siebie wszystko dla innych. Jestem osobą samotną, ale chcę być z ludźmi i dla ludzi – wyznaje pani Jolanta. – To, co robię, robię z ogromną przyjemnością i satysfakcją – zaznacza.